Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. To maksyma banalna i ogólnie wszystkim znana. Pasuje jednakże idealnie do naszej obecnej sytuacji, w której tragizm obecnego stanu lokalowego miejskiego muzeum, nie podlega dyskusji.
Szarpani przez gospodarza obiektu, Centralne Muzeum Pożarnictwa, u którego kątem mamy siedzibę, co najwyżej ze zniecierpliwieniem traktowani przez centralne władze w Warszawie, niegodni najmniejszej, choćby słownej odpowiedzi na jakiekolwiek pytania, zadawane przez nas pisemnie lub ustnie -
pozostawieni zostaliśmy sami sobie.
Powodzie, wulkany, rosnąca ilość katastrof oraz ogólna sytuacja w kraju i na świecie, są najważniejsze. Wiadomo. No i wybory idą... Nie znamy swojego jutra.
Ale wiem, ze dzisiaj
pod łom poszły ściany unikalnego Ślaskiego Familoka, który po tej rozbiórce stał się mniej wart niż jego demontaż, transport czy choćby składowanie. Przede wszystkim jednak, wiele wspomnień i uczuć już na zawsze straciło swoją ścieżkę wiodącą w pewne miejsca w pamięci, w naszej podświadomości. Smutne, bo coś zginęło bezpowrotnie. Może tak ma być, metal trzeba przekuć, aby stał się twardszy. Kiedy cały czas pomimo wysiłków wszystko trwa na przekór, odbierając wszelkie złudzenia i możliwości manewru, potrzebna nam iskierka nadziei w tym czarnym tunelu.
Przecież tak naprawdę, wciąż udaje nam się bez jakichkolwiek kosztów generować
nowe realizacje, bo:
- zbiory muzeum stale się powiększają,
- filmy z wytwórni dokumentu naszego muzeum są coraz lepsze,
- sposoby przekazu to coraz bardziej skuteczny dialog z konkretnym odbiorcą (jeśli tylko taki się pojawia),
- projekty muzeum są spójne i akceptowane przez społeczeństwo miasta, będąc wynikiem pracy dobrze zgranego, niedużego zespołu.
Te propozycje to
nie tylko ekspozycje, lekcje, czy instalacje ale także stałe spotkania czwartkowe czy ostatnio imprezy masowe (np.; tegoroczne obchody 650-lecia Mysłowic na rynku).
No i najważniejsze: krąg przyjaciół placówki jest coraz większy, a nasza obecność jest uznawana za pożądana dla wielu ludzi nie tylko z Mysłowic. Potrzebna jest tylko odpowiednia gleba aby wydać nowe owoce. Zwracam się więc do Was z apelem: pomóżcie Drodzy Państwo, bo to nasze i naszych dzieci wspólne dobro. Bo to ostatnia chwila, żeby się wykazać i coś uratować. Zaistniała właśnie pilna konieczność przeznaczenia w miarę reprezentatywnego obiektu, czyli części naszej historii na potrzeby
skarbnicy wspomnień po ojcach i dziadkach.
Myślę, że
janowski "Medyk", jest do tego celu idealny, ale każdy ma prawo do swojego zdania. Nie chodzi tu tylko o kwestie ekonomiczne (ze miasto zmniejszyłoby wydatki, bo jednej placówki mniej, albo kwestia obecnej sytuacji - braku pieniędzy na nowe inwestycje). Chodzi również o zaoferowanie czegoś więcej - samej dzielnicy. Wszyscy przecież chcemy - "żeby się coś działo" w sferze kultury. Miejsce jest dobre, zarówno jako bliskie centrum, z możliwościami rozwoju oraz jako źródło długiej historii. Każdy, kto zdaje sobie sprawę z konieczności podjęcia jakichkolwiek decyzji czy kroków ten pójdzie na wybory. Pamiętajmy; wszystko zależy od nas! - bo to świadomość kształtuje byt (na szczęście).
z poważaniem
Adam Plackowski